[VIDEO] Czy prokurator Marek Wołtysiak z Poddębic to adwokat? Czy przesłuchał zgłoszoną do ścigania notariusz Sabinę Paprocką, czy sobie z nią pogawędził? Dlaczego umorzył skandaliczną sprawę aktu notarialnego wpędzającego w potężny dług niewinne kobiety?
Wyciągnięcie konsekwencji prawnych wobec notariusz Sabiny Paprockiej to rekomendacja Sądu Apelacyjnego w Łodzi. Tyle, że prokurator Marek Wołtysiak zamiast reprezentanta organów ścigania wziął w obronę notariusz, która mogła dopuścić się skandalicznych zaniedbań. Lub wręcz działać wbrew woli kobiet, na ich szkodę doprowadzając je do koszmaru ponad pół milionowego długu!
Sprawa dotyczy skandalicznej niewdzięczności architekta z Kołobrzegu o nazwisku Dariusza Ruta. Wszystkie teksty na ten nieludzki wręcz temat znajdziesz pod linkiem:
Opisywaliśmy już, że architekta obdarowała majątkiem w Uniejowie koło Łodzi jego własna kochająca go babcia Jadwiga rataj. Ale kiedy uznała, że jest niewdzięczny i nie pomaga jej w okresie późnego wieku, to mając 91 lat zdecydowała się tę darowiznę cofnąć.
- Wysłałam jako reprezentantka prawna mojej mamy Jadwigi Rataj list do Pani notariusz by przygotowała czynność cofnięcia tej darowizny. Nie wiedziałam wówczas, że można tego dokonać tylko sądownie, bo nie jestem prawnikiem. A Pani notariusz mi o tym nie powiedziała - tłumaczy córka Jadwigi Rataj - Rozalia Wymysłowska pokazując kopię listu wysłanego do pani notariusz wraz z potwierdzeniem odbioru przez jej sekretarkę.
- Wiedząc, jaka jest wola mojej mamusi, zrobiła coś zupełnie przeciwnegp. Przeprowadziła darowiznę zadłużonego już wówczas na potężne kwoty w firmie Andes Sp. Z.o.o. Dariusza Ruty na rzecz swojej babci, czyli mojej mamy. Czego efektem było uwolnienie się Dariusza Ruty od długów w firmie Andes i przerzucenie ich na 91-letnią babcię Jadwigę Rataj - tłumaczy Rozalia Wymysłowska.
- W wyniku stresu związanego z tymi długami moja mamusia zmarła. A długi przeszły na moją córkę, czyli wnuczkę Jadwigi Rataj Beatę Wymysłowską Jachowską - dodaje pani Rozalia.
Byliśmy razem z Rozalią Wymysłowską 21 marca 2018 roku w siedzibie Prokuratury w Poddębicach. Tu kobieta złożyła doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez notariusz Sabinę Paprocką i architekta Dariusza Rutę. Chodzi o świadome, wspólne działanie na szkodę obrarowanych długiem kobiet.
Podczas czynności składania zawiadomienia byliśmy świadkami bardzo dużej nerwowości Zastępcy Prokuratura Rejonowego w Poddębicach. Zamiast przejąć się rolą pokrzywdzonej kobiety, wyraźnie denerwował się, że składane jest zawiadomienie na notariusz Sabinę Paprocką!
Teraz, po upływie miesiąca, Rozalia Wymysłowska jako reprezentantka prawna swojej córki Beaty odebrała decyzję o umorzeniu śledztwa.
- Ja nawet nie wiem czy doszło do przesłuchania pani notariusz w tak poważnej sprawie. Prokurator Marek Wołtysiak pisze, że " z informacji udzielonych przez notariusz Sabinę Paprocką". Czy to oznacza, że spotkali się w punkcie informacyjnym prokuratury? - pyta Rozalia Wymysłowska.
- Z argumentacji prokuratora Marka Wołysiaka wyraźnie broniącego postawy pani notariusz wynika, że prokurator wyraźnie wcielił się w rolę jej adwokata! Nie szuka wyjaśnienia wpędzenia nas w potężn,y ponad półmilionowy dług, tylko pisze, że to nie jest jej wina - denerwuje się Rozalia Wymysłowska.
Zupełnie inaczej do sprawy podszedł Prezes Sądu Apelacyjnego w Łodzi, któremu poskarżyły się kobiety na notariusz Sabinę Paprocką. Przekazuje, że kobiety mają prawo na drodzę sądowej domagać się odszkodowania od notariusz, która sporządziła ten akt.
Wskazuje, że notariusz rzekomo nie pamięta treści pisma jakie miała dostać pocztą za potwierdzeniem odbioru, z wolą Jadwigi Rataj dot. cofnięcia darowizny. Bo odebrała je jej własna asystentka.
- To kto u Sabiny Paprockiej tworzy akty notarialne? Czyją wolę ona realizuje? Swoją, klientów czy asystentki? A może to asystentka rządzi tu a nie notariusz Sabina Paprocka? - pyta Rozalia Wymysłowska, która szykuje zaskarżenie decyzji o umorzeniu do sądu.
Postawę notariusz Sabiny Paprockiej przeanalizowała w piśmie do szefa prokuratury w Poddębicach Beata Wymysłowska - Jachowska. Jako lekarz, zwróciła uwagę na sytuację braku pamięci notariusz Sabiny Paprockiej.
- Skoro nie pamięta z kim rozmawiała i jakie dokumenty czytała, konieczna jest w tej sytuacji diagnostyka tej osoby w kierunku zespołu otępiennego być może nawet typu alzheimerowskiego - rekomenduje doktor nauk medycznych Beata Wymysłowska-Jachowska.
Wszelkie nowe informacje na ten skandaliczny temat będziemy przekazywać poprzez naszego facebooka oraz kanał Telwizja.Patriot24.net
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?